
O sobie słów kilka
Urodziłem się w miejscowości Chmielnik, położonej między Koninem a Kołem, w zabytkowym domu stojącym tuż przy stacji kolejowej Kramsk. Po ukończeniu – z pierwszą lokatą – szkoły podstawowej w nieodległym Wysokiem (wtedy im. Gen. Świerczewskiego, dziś – Jana Pawła II) rozpocząłem naukę w LO im. Kazimierza Wielkiego w Kole. Wybór Koła – naturalnym miejscem edukacji wszystkich mych kolegów był dynamicznie się rozwijający Konin – był spowodowany tym, że istniała tam szkoła muzyczna, a ja od szóstej klasy – dzięki staraniom mych rodziców – pobierałem prywatne lekcje muzyki (w klasie akordeonu). Do szkoły muzycznej w Kole chodziłem rok czy dwa, ale pasja muzyczna pozostała do dziś. Kilka lat temu zdobyłem dwa akordeony (pośród nich zabytkowego, niemal stuletniego Weltmeistra), dzięki czemu mogłem odnowić, a nawet pogłębić swe dawne umiejętności. Powodem przerwania nauki w szkole muzycznej był inna moja pasja: sport – futbol, siatkówka, tenis.
Szkołę średnią ukończyłem z przyzwoitym rezultatem, zabłysnąłem właściwie dopiero na maturze. Klasa do której zostałem zakwalifikowany była w szkole osobliwością. Miała profil matematyczno-fizyczny i składała się z piątkowych uczniów z około-kolskich szkół podstawowych oraz dzieci kolskiej elity. Miało to być – i było – gwarancją tego, że większość uczniów tej klasy dostanie się na studia, co wtedy nie było tak łatwe jak dziś. Mnie nie udało się to za pierwszym podejściem, bo konkurencja na mej wymarzonej anglistyce na UAM była bardzo duża. Mimo że rok później byłem już doskonale przygotowany – po trzymiesięcznym pobycie w Wielkiej Brytanii – uznałem, że fach nauczyciela angielskiego czy też tłumacza czyichś dzieł jest poniżej mych aspiracji. Zdecydowałem się zdawać na filozofię. Przewodniczący Komisji Egzaminacyjnej, wybitny filozof Leszek Nowak, mój późniejszy nauczyciel, już w trakcie mego egzaminu (byłem jednym z bodaj dwóch kandydatów, którzy zdawali z fizyki!) zakomunikował mi, że zostanę przyjęty.
Na studiach należałem od początku do trójki najlepszych studentów, liczyłem zatem na rozpoczęcie kariery akademickiej zaraz po ich ukończeniu (w 1982 r., pół roku przed przewidzianym terminem), tym bardziej, że otrzymałem Nagrodę Dziekana za najlepszą pracę magisterską na roku. Podczas konkursu na etat asystenta zderzyłem się jednak po raz pierwszy z kliką akademicką, powiązaną z ówczesną władzą i ideologią. Komisja wybrała nie mnie, lecz osobę luźno związaną z filozofią (za to mocno z Komisja Konkursową), o której wkładzie do polskiej filozofii ślad zaginął. Poruszony doznaną niesprawiedliwością udałem się do ówczesnego Rektora, prof. Radwańskiego, który przyznał Instytutowi Filozofii dodatkowy etat, umożliwiający otwarcie nowego konkursu. Konkurs ten wygrałem, zostając w 1983 roku asystentem w IF UAM.
Pod koniec studiów moją pasją stała się myśl Martina Heideggera. W miesiąc opanowałem podstawy niemieckiego, by czytać i tłumaczyć jego dzieła, w zasadzie niedostępne wówczas w języku polskim. Na swego opiekuna naukowego wybrałem prof. B. Andrzejewskiego, który właśnie wrócił z Heidelbergu, gdzie odbywał stypendium naukowe przyznane przez renomowaną Fundacje A. von Humboldta. Pod jego kierunkiem napisałem (w/w) nagrodzoną pracę mgr nt. relacji bycia i prawdy w „Byciu i czasie” Heideggera oraz dysertację doktorską nt. Emila Laska koncepcji „logiki” filozofii. Emil Lask (1875-1915) urodził się w Wadowicach, w dzieciństwie wraz z rodzicami przeniósł się do Niemiec. Był profesorem filozofii na Uniwersytecie Heidelberskim w latach (1908-1915), należał do czołowych przedstawicieli tzw. Badeńskiej Szkoły Neokantyzmu. Był – o czym pisze węgierski filozof Gyorgy Lukacs, który osobiście go znał – wielką nadzieją niemieckiej filozofii akademickiej. Jego karierę przerwała jednak śmierć (w wieku 40 lat) na froncie I. Wojny Światowej. Zgłosił się na ochotnika, Żyd, niemiecki patriota. Zarówno narodziny, jak i śmierć związały go z terenami dzisiejszej Polski.
Heidegger był bardzo zainteresowany pracami Laska, o czym dowiedziałem się z lektury prac prof. K. Michalskiego. Pracując nad doktoratem liczyłem więc na pogłębienie zrozumienia jego ontologii fundamentalnej, co się stało. Wykazałem też wpływ Laska na niektóre aspekty myśli Heideggera. Zorientowałem się jednak przy okazji, iż w literaturze światowej nie istnieje żadna monografia ważnego kierunku, do którego należał E. Lask. Postanowiłem zatem swą rozprawę habilitacyjną poświęcić neokantyzmowi badeńskiemu, do syntezy dokonań Laska dołączając analizę dzieł Wilhelma Windelbanda i Heinricha Rickerta. Moja książka temu poświęcona ukazała się w 1994 roku i nosiła tytuł „W poszukiwaniu królestwa filozofii. Z dziejów neokantyzmu badeńskiego”. Była ona owocem studiów, które przeprowadziłem w miejscu narodzin tego kierunku, tzn. w Heidelbergu, pod kierunkiem Hansa-Georga Gadamera (wówczas już profesora emerytowanego) i prof. Reinera Wiehla, jego ucznia i następcy na katedrze.
Niemal dwuletni (1991-1992) pobyt w tym najpiękniejszym z niemieckich miast, wraz z żoną i synami, był możliwy dzięki stypendium bońskiej Fundacji A. v. Humboldta. Moi synowie, Marcin i Alan, chodzili tam do renomowanych szkół, stając się autentycznymi native speakerami, zaś żona Julia zapisała się na studia slawistyczne na tamtejszym uniwersytecie. W tym miejscu wypada dodać, iż w 1979 roku zawarłem związek małżeński z Julią Żmudzińską, studentką prawa na UAM. Nasze do dziś znakomicie funkcjonujące małżeństwo zostało obdarzone parą wspaniałych synów (z których jeden ukończył germanistykę, a drugi – filozofię) oraz piątką wnuków.
Po powrocie do Polski (na początku 1993 roku) kontynuowałem badania nad filozofią niemiecką, od Kanta po Habermasa, uczestnicząc w dziesiątkach programów badawczych, kongresów i konferencji, głównie zagranicznych. Napisałem 13 książek, z których 4 miały też swe angielskie przekłady (ukazały się w renomowanych wydawnictwach zachodnich). Opublikowałem ponad 100 artykułów naukowych, z tego ok. jedna trzecia w językach kongresowych. Dokonałem też wielu przekładów literatury filozoficznej, z niemieckiego i angielskiego, pośród nich fundamentalnej pracy Georga Simmla p.t. „Filozofia pieniądza”. Moja pasją stałą się hermeneutyka, której podstawy przyswoiłem sobie podczas rozmów z Gadamerem oraz studiowania jego prac, z których wiele przełożyłem, za jego zgodą, na język polski. Stałem się jednym z kilku, w skali światowej (obok Niemca Güntera Figala i Kanadyjczyka Jeana Grondina), przedstawicieli Gadamerowskiej hermeneutyki, którą stopniowo przekształcam do postaci stabilnej, całościowej koncepcji filozoficznej. Najlepszym tego wyrazem jest wydana w 2019 roku książka p.t. „Hermeneutyka. Od sztuki interpretacji do teorii i filozofii rozumienia”. Poprzedziła ją wydana w roku 2006 monografia pt. „Gadamer”, która ukazała się w renomowanej serii „Myśli i ludzie” wydawnictwa PIW. W rok po śmierci Gadamera zorganizowałem w Poznaniu międzynarodową konferencję, której plon ukazał się w tomie pt. „Dziedzictwo Gadamera”.
Z uwagi na druk książki moja habilitacja miała miejsce w roku 1995 (recenzentami byli prof. prof. Z. Kuderowicz, K. Bal i R. Kozłowski). W tym czasie byłem wicedyrektorem Instytut Filozofii UAM ds. dydaktycznych. W roku 1996, tuż po powrocie z półrocznego stypendium wiedeńskiego IWM (Instytutu Nauk o Człowieku, założonego przez prof. K. Michalskiego), zostałem wybrany na wicedyrektora IF UAM ds. naukowych. Funkcji tej jednak nie objąłem, bowiem MSZ zaproponowało mi stanowisko dyplomaty (1. Sekretarza) w Wydziale Nauki Ambasady RP w Kolonii. Przygotowując się do wyjazdu na kursie językowym w Goethe-Instytucie w Berlinie, latem 1996 roku, kończyłem przekład - oraz Wprowadzenie do - „Filozofii pieniądza”, rozpoczęty w Wiedniu.
Do Kolonii wyjechaliśmy całą rodziną. Moja żona zawiesiła swą rozpoczętą w 1987 roku (SR w Poznaniu) karierę sędziego i po zdaniu egzaminu konsularnego została konsulem w Wydziale Konsularnego Ambasady. Po 3 latach nastąpiło przeniesienie niemieckiego rządu i parlamentu z Bonn do Berlina, w związku z czym także Ambasada RP przeniosła się do nowej stolicy zjednoczonych już Niemiec. Ja, już jako radca ambasady, kierownik nowopowstałego Wydziału Nauki, Kultury i Informacji, miałem przez rok przyjemność pracować w budynku dawnej ambasady (PRL w NRD) przy Unter den Linden, którego rozbiórkę, celem zbudowania nowej, okazałej ambasady, rozpocząłem, jako ambasador nadzwyczajny i pełnomocny RP w RFN, w roku 2016. Wedle Biura Budowy, które mi podlegało, jej otwarcie przewidywane jest na czerwiec 2023 roku.
Cofnijmy się jednak nieco w czasie. W roku 2001, po 5 latach służby dyplomatycznej wróciłem do rodzinnego Poznania, podejmując pracę na UAM. Zastałem w nim nie dawną sympatię i szacunek, lecz niechęć i zawiść, manifestującą się stawianiem co rusz nowych przeszkód przed – korzystnym także dla rozwoju IF – rozwinięciem skrzydeł. Rozpoczęło się od obstrukcji związanej z mianowaniem mnie profesorem uniwersyteckim. Decyzja władz wydziału uznająca mnie za kandydata godniejszego do mych ówczesnych konkurentów nie spotkała się z akceptacją mych kolegów. Agresja i utrudnianie rozwoju trwały wiele lat, objawiając się w sposób szczególny wobec mego wniosku o profesurę tytularną, który złożyłem w 2007 roku, spełniając z naddatkiem wszystkie wymagane przez ustawę warunki. Dwóm bardzo pozytywnym recenzjom tzw. recenzentów zewnętrznych (wybranych przez CKK PAN) towarzyszyły dwie – oparte na pomówieniach i nieporozumieniach - opinie negatywne, napisane przez recenzentów wskazanych przez macierzysty Instytut. Sytuacja, jak się zdaje, bez precedensu w dziejach powojennej nauki polskiej. Jednym z nich był mój promotor mego doktoratu, którego zakład zmuszony byłem opuścić po powrocie z Niemiec w związku z publikacją jego antysemickich tekstów, skierowanych do ks. Jankowskiego.
Blokada okazała się jednak nieskuteczna, bowiem wszyscy recenzenci powołani przez IFiS PAN w związku z mym odwołaniem uznali, że tytuł profesorski mi się należy. Należę do wybrańców, którym w Belwederze wręczył go Prezydent RP, prof. Lech Kaczyński, na miesiąc przez katastrofą smoleńską. Obstrukcja w IF trwała jednak nadal, w związku z czym w 2011 r. przeniosłem się do Instytutu Kulturoznawstwa UAM, dzięki życzliwości prof. prof. Anny Grzegorczyk i Jacka Sójki. W roku 2013 udało mi się stworzyć tam najpierw Pracownię, a potem Zakład Hermeneutyki Kultury, w którym swe pasje badawcze realizuje obecnie 5 naukowców.
Do tego Instytutu właśnie (tzn. 1.02.2022 r.) wróciłem, po kolejnej, ponad pięcioletniej przygodzie dyplomatycznej. W roku 2016 ówczesny minister spraw zagranicznych pan Waszczykowski złożył mi bowiem propozycję objęcia funkcji Ambasadora Nadzwyczajnego i Pełnomocnego RP w RFN. Przyjęcie tej propozycji uznałem za swój patriotyczny obowiązek, doskonale świadom trudności związanych ze znaczeniem tego kraju dla pozycji Polski po wyborach wygranych przez Zjednoczoną Prawicę oraz negatywnego nastawania elit i rządu niemieckiego do tej nowej konstelacji. Dokumentuję te ciekawe, wzbogacające intelektualnie lata w książce p.t. „Abschied von Berlin” (Pożegnanie z Berlinem), wydanej na koniec pobytu w Berlinie. Jej główna część znajduje się na tej stronie internetowej.
W Berlinie zdecydowanie poszerzyłem mą znajomość kultury niemieckiej, a także świata, UE i Europy jako całości. Zawarłem szereg cennych znajomości. I przyjaźni, które – mam nadzieję – będą trwały lata. Za moje szczególne osiągnięcie uważam przekonanie kilku wybitnych osób do powrotu do polskiego obywatelstwa, którego ongiś się zrzekli. Także promocja polskiej kultury leżała mi na sercu. Dzięki moim zaproszeniom w Berlinie wystąpili (m.in.) Golcowie, zespół Jacka Kowalskiego, zespół Jana Pospieszalskiego, Warszawska Orkiestra Symfoniczna, Mietek Szcześniak oraz Przemysław Witek, utalentowany poznański pianista. W Berlinie do dziś wspominane są dwa wspaniale koncerty, z udziałem Prezydenta Dudy (oraz prezydentów Niemiec: Gaucka i Steinmeiera), które tu zorganizowałem. W Czerwonym Ratuszu zagrała Orkiestra Poznańskiej Filharmonii z solistką, Veriko Tchumburidze, zwyciężczynią M.-nar. Konkursu Wieniawskiego (w ramach nagrody, którą ufundowałem), a w Konzerthaus am Gendarmenmarkt (najważniejsza sala koncertowa Niemiec!) wystąpili pianista Szymon Nehring i skrzypaczka koreańska Bomsori Kim.
Przyczyniłem się też do przekazania fortepianu należącego do prof. Leszetyckiego, na którym uczył się Paderewski, poznańskiemu Uniwersytetowi Muzycznemu, noszącemu imię współtwórcy odrodzenia się państwa polskiego po I. Wojnie Światowej. Odnowiłem również, zmieniając formułę i zwiększając pulę nagród, Nagrodę Ambasadora RP za najlepszą pracę magisterską i doktorską nt. Polski napisaną na niem. uczelni. W u.br. w jednym z niem. wydawnictw ruszyła seria wydawnicza promująca najlepsze z tych dysertacji – rzecz na polskich placówkach bez precedensu. Udało mi się także patronować powstaniu Porozumienia Polskich Organizacji Polonijnych w RFN, kładąc tym samym kres fikcji promowanego przez stronę niemiecką Konwentu, dawnej organizacji dachowej, która dawno straciła rację bytu.
Swe urlopy w latach służby dyplomatycznej wykorzystywałem na utrzymanie się w filozoficznej formie. Wobec czego także plon naukowy z lat 2016-2022 jest dość okazały. Ukazało się nowe, poszerzone wydanie książki „Dlaczego Polska jest wartością” oraz przekład tej pracy na angielski (ukazał się w Zurychu, pod tytułem „The Value of Motherland”). Za największe osiągnięcie z tego okresu uważam jednak książkę pt. „Hermeneutyka. Od sztuki interpretacji do teorii i filozofii rozumienia”. Jest to pierwsza w literaturze światowej próba pokazania, że filozofię hermeneutyczną może uznać – tak jak pragmatyzm, fenomenologię, heglizm czy kantyzm – za całościową koncepcję filozoficzną, dającą odpowiedzi w obszarze ontologii, epistemologii czy i aksjologii, oferującą również ciekawą filozofię praktyczną. W tym sensie przeciwstawia się ona werdyktowi Richarda Rorty’ego, który twierdził, iż może być ona jedynie „filozofią budującą”, tj. korygującą.
W trakcie mej kariery akademickiej było mi dane pełnienie funkcji służebnych wobec środowiska naukowego. Poczynając od funkcji sekretarza Pozn. Oddz. Pol. Tow. Filozoficznego, poprzez członkostwo w Komitecie Nauk Filozoficznych PAN, wiceprezesurę w Pol. Tow. Fenomenologicznym (byłem założycielem i przez 15 lat redaktorem nacz. pisma Fenomenologia, organu PTFen). W latach 2003 i 2006-2007 byłem kontraktowym profesorem filozofii na uniwersytecie w saksońskim Chemnitz (za drugim zatrudnieniem także dyrektorem tamtejszego Inst. Filozofii). W roku 1994 pracowałem pod kierunkiem czołowego niem. filozofa, prof. Volkera Gerhardta na berlińskim Uniw. Humboldtów, dzięki Stypendium Rektorów Niemieckich Akademii Nauk. Stypendystą Fundacji Humboldta byłem po 1993 roku wiele razy. Przez kilka lat zasiadałem, z rekomendacji prof. Tilmana Borsche (dziekana Wydz. Filozofii Uniwersytetu w Hildesheim), w Radzie Recenzentów renomowanego pisma filozoficznego Allgemeine Zeitschrift fur Philosophie, zaś w l. 2004-2010 w Radzie Wydawniczej rocznika Hegel-Jahrbuch. To ostatnie z uwagi na to, że w roku 2004 zostałem wybrany do trzyosobowego Zarządu International Hegel Society, z siedzibą w Berlinie, którą to funkcje pełniłem 3 kadencje, tj. do roku 2010. W związku z powyższym zorganizowałem w 2006 roku w Poznaniu (bez wsparcia mego instytutu!) XI. M-nar. Kongres Heglowski, który zgromadził ponad 200 naukowców z 25 krajów. Jestem też członkiem rad recenzentów włoskiego pisma filozoficznego Etica e Politica oraz hiszpańskiego Studia Hegeliana.
Od momentu jej powstania współpracuję z Fundacją Polska Wielki Projekt, zasiadając w Radzie Programowej. W roku 2015 Prezydent A. Duda zaprosił mnie do Narodowej Rady Rozwoju, mianując szefem Komisji Zagranicznej. Wobec wyjazdu na placówki niemal połowy jej członków została ambasadorami, w związku z czym Komisja została rozwiązana, ja zaś przeniosłem się do Komisji Bezpieczeństwa, kierowanej przez prof. Żurawskiego vel Grajewskiego.
Kończąc chcę się odnieść do nieprawdziwych informacji, rozsiewanych przez wrogie mej osobie oraz mej politycznej orientacji media, na czele z Gazetą Wyborczą oraz mediami Koncernu Springera (Fakt, Onet, Newsweek). Chodzi o moją rzekomą współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa. Po ujawnieniu w roku 2017 przez IPN dotyczących mnie materiałów zostały one upublicznione przez media. Wydawało się więc, że uczciwa ocena może być tylko jedna: w świetle panującego ustawodawstwa nie można mnie uznać za Tajnego Współpracownika SB. Tak orzekła także prokuratura IPN w Krakowie, po niemal rocznym dochodzeniu, starannym przestudiowaniu wszystkich dostępnych materiałów oraz sześciogodzinnym przesłuchaniu. Wyżej wymienione media nie uznały jednak tej oczywistej konstatacji i dalej formułują pod moim adresem obelżywe oskarżenia. Jednak prawda „jest tylko jedna” i wygląda następująco:
Moja praca w funkcji ambasadora została bardzo wysoko oceniona przez moich przełożonych, niedawno potwierdzili to premier M. Morawiecki, prezes PiS, wicepremier J. Kaczyński oraz minister spraw zagranicznych Z. Rau. Innego zdania są jedynie w/w media. Gdy tuż po złożeniu listów uwierzytelniających powiedziałem w wywiadzie radiowym, że jednym z mych zadań jest informowanie także prezydenta Niemiec (wówczas J. Gaucka, którego znalem z dawnych czasów) o tym, co naprawdę dzieje się Polsce, Gazeta Wyborcza pisała o skandalu, bowiem „ambasador poucza prezydenta”. O pouczaniu nigdy nie było mowy, a moje relacje z Gauckiem były i są znakomite. Podobnie jak z kanclerz Merkel czy prezydentem Steinmeierem. Jak na ambasadora przystało. To samo pod koniec mej pracy, gdy rzekomo spowodowałem „skandal dyplomatyczny” wystąpieniem z okazji 30-lecia Traktatu Polsko-Niemieckiego. W poczdamskim landtagu ¾ wystąpienia poświęciłem pozytywnym efektom tego porozumienia, a w ¼ wskazałem na niedociągnięcia, oznaczające zadania na przyszłość. Premier landu i prezydent landtagu podziękowali mi za szczerość, obiecując przemyślenie mych uwag. Nikt z polityków nigdy podczas prawie 6 lat mej pracy nie mówił o skandalu, wręcz przeciwnie – najwybitniejszy obecnie polityk niemiecki Wolfgang Schäuble podczas pożegnalnej audiencji pogratulował mi znakomitego wypełnienia mej trudnej misji. To samo usłyszałem od federalnego ministra finansów Ch. Lindnera i wielu, wielu innych.
Warszawa, w marcu 2022